Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 12 grudnia. Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary
02/12/2018 - 14:15

Kto zarabia kokosy na zakazie handlu w niedzielę w Nowym Sączu?

Niedziela bez zakupów? Na początku trudno to sobie było niektórym wyobrazić. Ale w marcu klamka zapadła. To miała być dobra zmiana dla drobnych przedsiębiorców. Małe sklepy na zakazie handlu miały zyskać, ale najlepiej wyszły na tym dyskonty i stacje benzynowe.

Zakaz handlu w niedzielę miał przynieść zysk małym sklepom, ale ostatecznie wyszły na tym najlepiej dyskonty. Z danych, jakie przytacza dziennik "Rzeczpospolita" wynika, że odkąd w marcu tego roku weszła ustawa, ubywa klientów w galeriach handlowych. Do połowy października w 120 badanych centrach było ich ponad 9 mln mniej niż w tym samym okresie rok temu. Zyskały przede wszystkim dyskonty. Ich obroty wzrosły o 7,2 procent.

Czytaj też Noc zastała je w pracy. Tak w Biedronce odbijają sobie niedzielę wolną od handlu

- Kiedy ma być wolna niedziela, ludzie robią u nas takie zakupy, jakby szykowali się na wojnę - mówi kasjerka jednej  z sądeckich Biedronek. - Po prostu biorą wszystko  na zapas.

Zdecydowanie najwięcej na zakazie handlu w niedziele zyskują stacje benzynowe - wynika z danych przytaczanych przez "Rzeczpospolitą". Od początku roku ich sprzedaż wzrosła o 19 procent, a w okresie funkcjonowania zakazu już o 22,6 proc.

Czy rzeczywiście zakaz handlu w niedzielę przynosi takie kokosy właścicielom sklepów przy sadeckich stacjach benzynowych?

- Na początku w naszym sklepie, który prowadzimy razem ze stacją benzynową od wielu lat,  ruch był dużo większy i nasze obroty skoczyły w granicach trzydziestu procent,  ale teraz widać, że ludzie do tej zmiany się przyzwyczaili i zaopatrują się na zapas w dyskontach już w soboty i klientów w niedziele z zakazem handlu mamy znowu mniej - mówi Piotr Gorczyca ze stacji paliw przy ulicy Nawojowskiej.

Wzrost obrotów, choć nie w takiej skali, pisze "Rzeczpospolita", widać także w średnich sklepach spożywczych. Wiele z nich działa w ramach grup franczyzowych i są zarządzane przez właścicieli, zatem nadal mogą w niedzielę pracować, o ile właściciel stanie za ladą. Tylko minimalnie, poniżej stopy inflacji, zyskują najmniejsze sklepy.

- Kiedy wszedł zakaz handlu w niedzielę, miałem nadzieję, że moje obroty wzrosną - mówi właściciel małego osiedlowego sklepu na osiedlu Barskim.-Ale te nadzieje okazały się  płonne. Ludzie się przyzwyczaili  i po prostu zmienili nawyki. A do mnie wpadają zapominalscy, albo ci, którym czegoś zabraknie na niedzielny stół.  Tak więc wszystko zostało po staremu. To dyskonty dalej trzepią kasę.

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu