Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 24 czerwca. Imieniny: Danuty, Jana, Janiny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
19/06/2017 - 07:50

Awantura o pociągi na Sądecczyźnie. Czy to kręcenie politycznych lodów na kolei?


Rozpętała się znowu awantura o kolejowe połączenia między Krynicą, Muszyną i Nowym Sączem. Andrzej Cebula z Obywatelskiego Komitetu Obrony Połączeń Kolejowych na Sądecczyźnie alarmuje, że pociągów jest za mało, Leszek Zegzda mówi, że nikt za grube miliony nie będzie woził powietrza a w tle pyskówki pojawia się kampania polityczna marszałka Krupy przed wyborami samorządowymi.

Awantura rozpętała się po tym, jak niespełna tydzień temu został zaktualizowany rozkład jazdy PKP. Urząd marszałkowski pochwalił się nowymi połączeniami na  Sądecczyźnie,  ale część mieszkańców regionu, uważa, że takie informacje są „funta kłaków warte”

Przeczytaj też Uwaga! Są nowe połączenia kolejowe do Krakowa z Piwnicznej i Nowego Sącza

– Dla nas ten cały rozkład jazdy jest po prostu żałosny. Jesteśmy jak obywatele drugiej kategorii.  Z Krynicy, przez Muszynę, w stronę Nowego Sącza rano jadą tylko dwa pociągi, z których  jeden dojeżdża Krakowie. Do samej Krynicy docierają tylko dwa składy w godzinach popołudniowych - skarży się mieszkaniec Muszyny.

Andrzej Cebula z Obywatelskiego Komitetu Obrony Połączeń Kolejowych na Sądecczyźnie utrzymuje, że pociągi, to sprawa polityczna. Jednym się daje, innym odbiera, bo wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe, do których, jak twierdzi Cebula, już szykuje się marszałek  Małopolski Jacek Krupa.

Przeczytaj też Burmistrz Golba kontra Leszek Zegzda: kłótnia o pociąg

- Ciągle słyszymy od pana marszałka, że uruchomiłby dodatkowe pociągi, ale brakuje pieniędzy. Tyle tylko, że nie brakuje ich na uruchomienie starej linii kolejowej,  która będzie  jeździć wokół Krakowa. Jej remont i budowa nowych przystanków mają  kosztować grube miliony - mówi Cebula.

Przeczytaj też Zamiast tłuc się autem wokół Krakowa lepiej jechać koleją?  

 - To jest polityka i robienie sobie kampanii kosztem podatnika. Inwestycje wojewódzkiego samorządu w kolejową infrastrukturę dziwnym trafem pokrywają się z  okręgiem wyborczym Jacka Krupy obejmującym między innymi Skawinę i Sędziszów.  On to wszystko robi dla swoich wyborców. Na jednej z pikiet zapytaliśmy go czy jest marszałkiem województwa, czy Krakowa.

Leszek Zegzda z zarządu województwa, który odpowiada w Małopolsce za inwestycje w infrastrukturę mówi, że z takimi argumentami trudno dyskutować, bo nie sposób porównywać krakowskiej kolei aglomeracyjnej z Sądecczyzną.

- Tam jest kolej konkurencyjna w stosunku do ruchu kołowego, także pod względem cenowym. Linia Nowy Sącz -Muszyna-Krynica w obecnym przebiegu jest trzykrotnie wolniejsza od drogi kołowej i jest także droższa. To dwie różne kategorie. Żeby samochodem dojechać do centrum Krakowa, stoi się w korkach, czego można uniknąć przy korzystaniu z pociągu. U nas mamy do czynienia z komunikacją regionalną, a tam jest komunikacja aglomeracyjna w dużym mieście. A mieszanie w to o kampanii politycznej jest zwykłą bzdurą.

Andrzej Cebula mówi, że opowiadanie o trzykrotnie dłuższym czasie przejazdu to mydlenie ludziom oczu.  

- Z Krynicy do Nowego Sącza podróż pociągiem trwa 96 minut. Autobusem z Muszyny do Krynicy jedzie się 15 minut i z Krynicy do Nowo Sącza 45 minut. To w sumie godzina. Czyli raptem przejazd jest dłuższy o pół godziny. Trasę z Muszyny do Nowego Sącza pociąg pokonuje w godzinę piętnaście minut - tłumaczy Cebula.

Jego zdaniem Większa ilość pociągów na trasie spowodowałaby, wzrost  popytu na kolej.

- Kto korzysta z pociągów, jeśli w rozkładzie jazdy jest ich tyle, „co kot napłakał”?

Cebula przywołuje przykład kolejowego połączenia Wieliczka - Kraków.  Jak mówi, jeszcze sześć lat temu jeździło tam na dobę pięć par pociągów. Pasażerów było niewielu. Teraz na dobę jeździ ponad 40 par. Przez ponad dwa lata Koleje Małopolskie przewiozły ponad 3,5 mln pasażerów.

Co na to Leszek Zegzda?

Ciągle mówią, że pociągów jest za mało, tylko, żeby na miły Bóg, ktoś tymi pociągami jeździł!  Wprowadzenie dodatkowych połączeń jest uzasadnione wtedy, kiedy korzysta z nich dużo osób.

Czy sytuacja jest więc patowa? Zegzda tłumaczy, że za wszystkim musi iść rachunek ekonomiczny.

- Ocena przyjdzie w wrześniu. Wtedy będziemy mieć pełny bilans ruchu pasażerskiego i zdecydujemy czy rozszerzamy ofertę czy też nie. - wyjaśnia Zegzda.

Agnieszka Michalik, fot. archiwum sądeczanin.info


czerwcowy miesięcznik Sądeczanin




Komentarze Facebook