Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 24 maja. Imieniny: Joanny, Zdenka, Zuzanny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
27/03/2017 - 07:00

Poszła w psi biznes i dobrze jej poszło


Jeszcze na studiach postanowiła, że nie będzie u nikogo pracować. Założy własny biznes. Pomyślała, że jeżeli się nie uda, to trudno. Przynajmniej potem nie będzie żałować, że nie spróbowała. Udało się. Joanna Pulit od ponad roku prowadzi swoją firmę. Wymyśliła hotel dla zwierząt, dogoterapię, rekreacyjne ćwiczenia i świetlicę dla czworonogów. To taki psi full wypas.

Wśród pani rówieśników, ludzi, którzy niedawno skończyli studia, często słychać narzekania, że nie ma pracy, albo że przedsiębiorcy to wyzyskiwacze, którzy mało im płacą. Pani postanowiła wziąć sprawy we własne ręce.

Już podczas studiów na Uniwersytecie Rolniczym, gdzie studiowałam zootechnikę, a potem jeszcze dogoterapię w Wyższej Szkole Społeczno-Przyrodniczej w Lublinie, zaplanowałam sobie, że otworzę własną firmę.

I nigdy u nikogo pani nie pracowała? Nie była pani - jak to się mówi- cudzym wyrobnikiem?

Miałam taki epizod. Pracowałam kilka miesięcy jako sekretarka.

Mieć w kieszeni dyplom inżyniera zootechnika, a potem wylądować na posadzie sekretarki …to może być frustrujące. Nie wytrzymała pani i rzuciła papierami?

Ja tę pracę potraktowałam jako krótki okres przejściowy i element mojego planu, który konsekwentnie  realizowałam. Szybko się zwolniłam i jako osoba bezrobotna zarejestrowałam się w powiatowym pośredniaku i złożyłam wniosek o dofinansowanie własnej działalności gospodarczej.

Nie bała się pani urzędniczej mitręgi?

Znajomi mnie straszyli, że to pewnie będzie się wiązać z mnóstwem formalności, stosem papierów, że wszyscy będą mi rzucać kłody pod nogi. Ale ja się tym wszystkim nie przejmowałam. I muszę przyznać, że w sądeckim powiatowym biurze pracy spotkałam się z profesjonalizmem i życzliwością. Wszystko udało się naprawdę szybko załatwić.

Ile dostała pani na start, jako świeżo upieczona bizneswoman?

- To było osiemnaście tysięcy złotych.

Na co wystarczyły te pieniądze?

Między innymi zbudowałam kojce dla psów, które są używane sporadycznie, tylko w okresie letnim czy  podczas ćwiczeń także różne psie zabawki i  inne akcesoria.

Ten biznes narodził się z miłości do zwierząt?

Tak. Odkąd pamiętam mój tata miał psy. Pracował z psami jako zawodowy strażak. To on zaszczepił we mnie miłość do zwierząt, co zresztą uczy też otwartości wobec ludzi. Tato kibicuje mojemu biznesowi i bardzo mnie wspiera.

Żeby odnieść sukces w biznesie potrzebny jest dobry pomysł. Pani wymyśliła hotel dla zwierząt, dogoterapię, rekreacyjne ćwiczenia dla psów i świetlicę dla czworonogów. To taki psi full wypas, który oferuje pani na Sądecczyźnie, gdzie ciągle mnóstwo ludzi trzyma psy na łańcuchu? Czy ten pani biznes nie jest oderwany od skrzeczącej rzeczywistości?

-O tym, że to jest dobry pomysł,  świadczą moi  klienci, których jest coraz więcej. Rzeczywiście,  są ciągle tacy, którzy trzymają psy na łańcuchu, ale też coraz więcej ludzi bardzo troskliwie zajmuje się swoimi trzymanymi w domu pupilami. Ta dbałość to także  budowanie dobrej relacji ze zwierzakiem, czego można się u mnie nauczyć. Poza tym zajmuję się też hodowlą i szkoleniem psów ratowniczych dla jednostek poszukiwawczych Policji i Straży Pożarnej, tak więc na brak pracy nie narzekam.

Kiedy pracuje się dla kogoś, kończy się zawodowe obowiązki i potem ma się czas dla siebie. Kiedy prowadzi się własny biznes bywa, że trzeba pracować na okrągło. Wykuwanie własnego losu bywa ciężkie?

-Tak, to trudne, tym bardziej, że mój biznes, który prowadzę na razie sama, to w dużej mierze  praca fizyczna, którą staram się łączyć z pracą naukową.  Czasem po prostu brakuje mi czasu.  Konieczna jest więc mobilizacja i samodyscyplina. Inaczej musiałabym zamknąć ten mój wymarzony interes

Kiedy się pracuje od rana do nocy, pewnie przychodzą momenty kryzysu. Zdarza się pani pomyśleć: „Cholera, trzeba było lepiej jednak pracować u kogoś, dosyć mam tej mordęgi”?

Zdarza się, że przychodzi mały kryzys,  ale zawsze sobie wtedy myślę, że  jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. I tego się trzymam.

Nie każdy ma chęć i odwagę do tego, żeby założyć własną firmę. Czy żeby się na  to zdobyć, trzeba mieć jakieś szczególne cechy charakteru?  

Ja uznałam,  że spróbuję, że dołożę wszelkich starań, żeby zrealizować swoje marzenie. Pomyślałam, że  jeżeli się nie uda, to trudno.  Przynajmniej później nie będę żałować, że nie spróbowałam. I myślę, że właśnie takie trzeba mieć podejście. Trzeba mieć w sobie odwagę, ale też starać się na sto procent. Ale trzeba też być otwartym na inne scenariusze. I wtedy, jeśli ma wyjść, to wyjdzie. Jeśli nie, to nie.

Determinacja, o której pani mówi musi być więc uzupełniona wrodzonym optymizmem i mimo wszystko gotowością do udźwignięcia ewentualnej porażki.

Tak, myślę, że połączenie tych cech przy prowadzeniu własnego biznesu jest bardzo wskazane.  

A jak to jest być swoim własnym szefem?

Dobrze. Polecam wszystkim (śmiech). Kiedy moi znajomi narzekają na swoich przełożonych, to ja wtedy się uśmiecham. Bo jako swój własny szef ciężko pracuję, czasem sypiam tylko po kilka godzin na dobę, ale widzę też, że moja praca przynosi mi owoce.

Jest pani bardzo wymagająca wobec samej siebie?

Staram się. Inaczej niczego bym nie osiągnęła.

To trudne narzucić sobie samodyscyplinę?

 Tak, ale na szczęście bliscy mi ludzie też tę dyscyplinę mi narzucają.  Inaczej byłoby naprawdę ciężko. Zajęcia z psami są bardzo czasochłonne. Trudno poukładać to wszystko tak, żeby mieć jeszcze czas dla siebie. Tu rzeczywiście potrzebna jest pełna mobilizacja.

Własną firmę prowadzi pani już półtora roku. To niewiele. Czy jest  pani na etapie biednego przedsiębiorcy, który ledwie wiąże koniec z końcem,  czy też już wychodzi pani na plus.

- Generalnie wychodzę na plus, choć oczywiście w skali roku wszystko zależy od tego, jakie to są miesiące. Jeśli jest lepiej, staram się odkładać zarobione pieniądze, żeby móc je inwestować. Bo rozwój firmy nierozerwalnie wiąże się z poszerzaniem oferty.

Czy taka bardzo młoda, zapracowana bizneswoman ma czas na miłość. Ma pani już swojego wybranka?

Mam i na szczęście jest to ktoś, kto coraz bardziej kocha psy (śmiech)

A czy podziela też pani pasję do przedsiębiorczości?

Myślę, że tak. Choć na co dzień pracuje z komputerem, to od niedawna ma swojego psa,  oczywiście z mojej hodowli, i w mój psi biznes jest  bardzo zaangażowany. Myślę, że niedługo, bardziej niż ja, będzie na tym punkcie zakręcony.

Rozmawiała Agnieszka Michalik, fot. A.M, PUP







Komentarze Facebook