Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 26 czerwca. Imieniny: Jana, Pauliny, Rudolfiny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
22/12/2016 - 08:55

Co wymiecie prezesowska miotła Grzegorza Biedronia z krynickiej spółki uzdrowiskowej?


Po zawodowych menadżerach, którzy rządzili krynicką spółką uzdrowiskową, rada nadzorcza postawiła na człowieka spoza branży. W czym nowy prezes, radny wojewódzki PiS, z wykształcenia historyk będzie lepszy od swoich poprzedników? Czy uzdrowisko czeka dobra zmiana i kadrowa rewolucja?

Z Grzegorzem Biedroniem, nowym prezesem Uzdrowiska Krynica -Zegiestów SA rozmawia Agnieszka Michalik

Ostatnio rządził spółką zawodowy menadżer, potem branżysta, który siedział w uzdrowiskowym biznesie od kilkunastu lat, teraz rada nadzorcza postawiła na samorządowca, z wykształcenia nauczyciela historii. Ta informacja wywołała spore poruszenie. Swoją drogą nie brak panu odwagi, że stanął pan do konkursu o prezesowski fotel.

Zarządzaniem zajmowałem się już jako burmistrz Limanowej, na początku lat dziewięćdziesiątych. To był czas dużych zmian związanych z reformą ustrojową i  niełatwy okres, jeśli chodzi o sprawy gospodarcze. I właściwie cały czas zajmuję się kwestiami budżetowymi. Robiłem to jeszcze jako radny miasta przez kilka kadencji, a w sejmiku od dziesięciu lat zajmuję się przede wszystkim tematyką ekonomiczną. związana między innymi z rozwojem i nadzorem inwestycji drogowych, także funduszami unijnymi. Nie jestem więc kimś, kto nie ma doświadczenia w zarządzaniu.

Jednak praca w samorządzie jest zupełnie czymś innymi niż zarządzanie ogromną spółką uzdrowiskową która, jak każda firma, musi przede wszystkim przynosić zyski.

Kiedy zostałem burmistrzem Limanowej miałem dwadzieścia dziewięć lat. Zajmowałem się zarządzaniem i nadzorem środków europejskich, które sięgały kilku miliardów euro. Nie uważam, żeby to był mniejszy zakres odpowiedzialności niż zarządzanie uzdrowiskiem , które jest tylko elementem całej układanki gospodarczej województwa. Nie widzę tu żadnej sprzeczności. Wręcz przeciwnie, dostrzegam w tym w tym dodatkowe możliwości dla uzdrowiska i dla samorządów. Będę się starał, żeby tu była synergia i współpraca.

Synergia, współpraca… to oczywiście ładnie brzmi, ale wchodzi pan do spółki, w której trudno jest na dłużej zagrzać prezesowski fotel. Przyzna pan, że to dobrze nie wróży.

Rzeczywiście tych konkursów w ostatnich latach było sporo, ale nie złożyłbym swojej oferty, gdyby sytuacja była w spółce prosta, uporządkowana i  klarowana, także pod względem zarządzania. Ta spółka potrzebuje stabilizacji, rozwiązania sporów, które narosły,  pewnych kompromisów i przede wszystkim potrzebuje rozwoju. To jest akurat rzecz, którą jestem w stanie do firmy wnieść, wykorzystując moje doświadczenie, także wynikające z szefowania w sejmiku wojewódzkim Komisji Rozwoju Regionu, Promocji i Współpracy z Zagranicą. A co do prezesowskiej karuzeli? Mam nadzieję nie wpisać w tę „tradycję”.

Jako człowiek spoza uzdrowiskowej branży znajdzie się pan zapewne pod obstrzałem.  Pana praca będzie konfrontowana z pana poprzednikami, którzy byli rasowymi menadżerami.   

Konfrontacja nastąpi na etapie porównywania wyników finansowych i stanu spółki w momencie jej oddania. A porównywanie z poprzednikami? W ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat uzdrowisko było zarządzane z reguły przez menadżerów, i ma poważne problemy. Przejmuję spółkę, która przeszła konflikty, spory sądowe, także te przegrane i która ma niezasłużenie nienajlepszy wizerunek.

Chce pan powiedzieć, że tak wygląda dzieło zawodowych menadżerów?

Nie chcę krytykować swoich poprzedników. Zamierzam to po prostu zmienić jako ktoś, kto ma ponad trzydziestoletnie doświadczenie w zarządzaniu ludźmi i organizacjami.

Prezesa Wilka z prezesowskiego fotela wysadzili związkowcy. Pana poprzednik Jerzy Szymańczyk, sam zrezygnował z kierowania spółką, bo nie mógł dogadać się z radą nadzorczą, która ponoć wtrącała mu się do zarządzania firmą. Pan również będzie się musiał zmierzyć z tymi problemami.

Każdy z prezesów miał zapewne swoje sukcesy, tym bardziej że sytuacja finansowa spółki, wbrew potocznej opinii i medialnym doniesieniom, wcale nie jest zła. Natomiast umiejętność zarządzania to nie jest tylko dobry wynik finansowy, co oczywiście  jest niezwykle ważne,  ale także umiejętność dobrych relacji z pracownikami, których  należy włączyć w prace nad rozwojem firmy. Relacje między ludźmi są zawsze trudne. Menadżer  musi umieć je rozwiązywać, bo to warunkuje dobre funkcjonowanie spółki.

Tu pije pan zapewne do skonfliktowanego z załogą prezesa Jarosława Wilka. A relacje z radą nadzorczą? Jak pan to widzi?

Rada nadzorcza, która nadzoruje prace spółki to nie jest widzimisie jednego czy drugiego prezesa. Przypomnę, że zasiadają w niej nie tylko przedstawiciele ministerstwa skarbu państwa, ale także przedstawiciele załogi . Jeśli chodzi o naszą współpracę,  życie pokaże czy będzie się dobrze układała. Moje dotychczasowe doświadczenie wskazuje, że z tymi,  którym w jakiejś mierze podlegałem, zawsze tę współpracę potrafiłem nawiązywać.

Jako radny sejmiku Prawa i Sprawiedliwości jest pan postrzegany jako namaszczony przez partię, która w uzdrowisku po kilku nieudanych próbach wreszcie umieściła swojego człowieka. Pewnie nieraz spotka się ze złośliwymi komentarzami, że nastąpiła „dobra zmiana”.

Ja przypomnę, że to uzdrowisko przez osiem lat podlegało władzy koalicyjnego rządu PO i PSL, wcześniej rządowi Sojuszu Lewicy Demokratycznej. A co do komentarzy? Zawsze jest tak, że jeśli funkcjonuje się w sferze publicznej,  komentarzy, także tych niepochlebnych, trudno uniknąć.

Przychodzi pan do uzdrowisko z konkretną wizją zarządzania?

W spółce musi być zachowana równowaga między jej trzema filarami.  Czyli działalnością uzdrowiskową, obejmująca kontrakty z narodowym Funduszem Zdrowia , wydobyciem oraz sprzedażą wód mineralnych i leczniczych, co stanowi ogromny kapitał firmy i poprawia jej wyniki finansowe. Trzeci filar to nawiązanie do najstarszej tradycji uzdrowiska. Chodzi o rolę kulturotwórczą, która jest też nawiązaniem do tradycji sięgającej dziewiętnastego wieku.

Na kulturotwórczej roli uzdrowiska finansowo popłynął prezes Wilk. Chodzi o cykl koncertów z udziałem topowych artystów, które przyniosło spółce straty. Ma pan zamiar kontynuować tego rodzaju przedsięwzięcia?

To wymaga przejrzenia i analizy, bo rzeczywiście w pewnym momencie wynik finansowy  firmy był zły, szczególnie wtedy, kiedy nie było zysków.  Ale z drugiej strony, działalność kulturotwórcza została przez mieszkańców i gości uzdrowiska pozytywnie przyjęta.  Mam nadzieję, że uda się to podtrzymać. Liczę na to, że sejmik województwa oraz samorządy, powiatowy i miejski, w większym stopniu wesprą tego rodzaju działalność. Oczywiście to nie jest komfortowa sytuacja, kiedy firma wydaje pieniądze na kulturę i jednocześnie prosi o zwolnienie z zaległych podatków. Tego sobie nie wyobrażam, bo jednak priorytetem jest wypracowanie przez spółkę zysków.

Mówi się, że każdy prezes przychodzi ze swoją miotłą i zabiera się za generalne porządki.  Czy spółkę czeka rewolucja kadrowa? Ma pan prawo do tego, żeby dobrać sobie własne grono współpracowników wyższego szczebla.

Spółka potrzebuje przede wszystkim spokoju i wyciszenia emocji, których było ostatnio chyba zbyt dużo, co znalazło odzwierciedlenie w medialnych doniesieniach.  Cała załoga powinna się skupić na pracy. Ważne też jest, żeby nie dochodziło do niepotrzebnych  podziałów  między kadrą menadżerską i pracownikami niższych szczebli.  Nie przychodzę do firmy  z misją kadrowego przewrotu. Wręcz przeciwnie,  tym bardziej, że analiza wyników finansowych ostatnich miesięcy wskazuje pozytywne tendencje. Moim  zadaniem będzie te tendencje wzmocnić, wyznaczyć zadania na kolejne miesiące i lata tak, żeby spółka mogła być wzorem i żeby opnie o niej były pozytywne.  Bo uzdrowisko i jego pracownicy na to zasługują.

Rozmawiała Agnieszka Michalik


czerwcowy miesięcznik Sądeczanin




Komentarze Facebook