Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 22 lipca. Imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca
05/04/2018 - 06:30

Polowanie na czarownice

(dawniej i dziś)

Czarownica to ja. Nie żebym był taki czarujący. Ale jednak… zwykły facet (powiedzmy, Faust) ulega diabłu (Mefistofeles) i dalszy ciąg znacie. Tyle że Faust był prawdziwym uczonym, nie zaś sołtysem.

No, dobrze. Ale niekoniecznie chcę tu pisać o sobie. Bardziej pociąga mnie inkwizytor niż jego ofiara.

U nas lustracja trwa i trwa, i będzie trwać pewnie dłużej niż procesy o czary w Polsce (które trwały równe 300 lat). I procesy, i lustracja, mają wiele cech wspólnych, ale najpierw stwierdźmy, że jedną cechą się różnią. Tą, że lustracja przez pierwsze kilka lat miała dosyć dobre powody i tylko marną u nas realizację. Zaś mimo nawoływań niektórych amatorów inkwizycji – prawdziwej czarownicy nikt, o ile wiem, nie widział.

Chociaż jedna posłanka… muszę to jeszcze przemyśleć.

Więcej jest podobieństw. Oto one.

Inkwizytorami byli zarówno „zawodowcy”, jak i amatorzy. Amatorów było więcej i to oni zwykle ciągnęli zyski ze swej pracy. Nierzadko wchodzili w posiadanie majątków wspomnianych tu czarownic. Lub przynajmniej oddalali od siebie podejrzenia. (To samo lustratorzy.)

Inkwizytorami bywali mężczyźni, zazwyczaj niezaspokojeni seksualnie, za to bardzo pomocni, gdy trzeba było znaleźć miejsce, gdzie diabeł wszedł w kobietę. Jak wiadomo, było to zawsze miejsce owłosione. I golenie nic tu nie pomogło. Wiadomo, gdzie jeszcze wczoraj były włosy. (To samo lustratorzy.)

Inkwizytorzy współczuli czarownicy i pomagali jej w walce o zbawienie duszy. Dawali też do myślenia narodkowi. Lustrator nie jest przekonany, że jego ofiara ma duszę, a jeśli ma i zaprzedała ją Czerwonemu Diabłu, to jest to poddusza i można ją poddusić. Lustrator dba przede wszystkim o duszę narodu. Czeka go pomnik na Placu Znanego Patrioty Bez Karabinu.

W pracy inkwizytora szybko następuje ten moment, gdy „prawdziwe” czarownice już zostały ukarane, a w nim nasila się głód dalszych doznań. Rozgląda się: kogo by jeszcze… i zazwyczaj znajduje. Kat ma co robić. Lustrator ditto.

Ciekawe jest otoczenie inkwizytora/lustratora. Jest tam zawsze taka postać: mały człowieczek, kulawy albo skromny, cichy. Albo wioskowy pijaczyna… albo karczmarz… różnie bywa. On szepce do uszka inkwizytora, że ta Lucyna od młynarza to wczoraj pierdnęła, a gaz był zielony! Musi, co czarownica. I mamy tak zwane doniesienie obywatelskie. Mamy sygnalistę.

Cóż, ja sam uważam, że skarbówce czasem trzeba coś zasygnalizować. Albo w RIO. Chociaż nigdy nie próbowałem, ale mnie kusi. (Czy skusi, to całkiem inna historia.)

Dobry inkwizytor powinien mieć paru donosicieli. Czujności trzeba dowodzić nieustannie. Kto nie jest czujny, ten – znaczy – zasypia. A chciałbyś być zaspanym sadystą? Będziesz spał, to cię pozbawią teki ministra/burmistrza/prezesa. Nakłują gdzieś we włosach…

I tak dalej, i tak dalej. Ale że nie piszę traktatu, jeno gadkę, więc na dziś kończę.

Płońcie, stosy!