Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 września. Imieniny: Januarego, Konstancji, Leopolda
08/04/2018 - 10:30

To już wiosna

(Pani Radosna)

A z wiosną lepsze humory. Politycy licytują się, kto więcej się nachapał premii, nagród, poklepywań po policzku, całowania dłoni Dobrodzieja. Bardzo to zabawne.

Ja też muszę przyznać, że jako dyrektor znakomitych liceów warszawskich  (Rej, A.F.Modrzewski) w okrutnych czasach realnego socjalizmu grabiłem niemało. Zarabiałem trochę mniej niż szkolny dozorca, ale to słuszne, bo on pracował fizycznie 12 godzin na dobę, a jak tylko głową przez tyle godzin, ile głowa wytrzyma. Dwie? Trzy? Powiedzmy, że trzy. To czyni miesięcznie jakie 70 godzin pracy głową, za co razem dostawałem 19 dolarów na miesiąc w najlepszych czasach Gierka. Ech, się żyło! Ćwierć dolara za godzinę, jak dzisiaj niewolnik na plantacji.

Jeśli liczyć pracę nauczyciela, to wypadało jakie 10 centów za lekcję. No ale lekcja nie wymaga pracy umysłowej od większości nauczycieli (wcale nie mówię o pracach ręcznych czy wu-efie, czyli o niektórych indywiduach wokół nas).

Nie żałuję. Wystarczało na książki i na wieczory z przyjaciółmi, oczywiście, nie w restauracjach, nawet nie w jadłodajniach. Ale u nas na strychu. Było bosko.

Mimo wiosny, jak widzicie, bierze mnie na wspomnienia. Z tym Pezetpeerem to było tak (za Gierka). Komitetu dzielnicy Śródmieście nie obchodziło wiele poza tym, żeby uczniowie nie wychodzili na ulice i głośno nie „podważali kierowniczej roli partii”, mającej sejmową większość (około 99 procent, marzenie każdego polityka-debila). Tak się jakoś składało, że cały czas była to ta sama partia. I dobrze. Zapewniała, przypomnijmy:

  1. reformę rolną,
  2. pełne zatrudnienie,
  3. mały wybór lodówek i aut, więc nie było trudno wybrać w sklepie. Brałeś, co „rzucili”,
  4. bezpłatne przedszkola i naukę; tanie książki; pismo „Problemy” (świetne!)
  5. Kabaret Starszych Panów, Irenę Dziedzic,
  6. że nie ma w Polsce za wielu – jak to mówicie, koledzy? – ciapatych? no, właśnie,
  7. dosyć swobodne wyznawanie wiary, cichą zgodę na budowanie nocą kościołów, niewielkie pielgrzymki (ale to już bez entuzjazmu),
  8. stowarzyszenie PAX dla narodowo-lojalnych księży (świetne też wydawnictwo książkowe PAX).

No, było zupełnie tak, jak to dzisiaj planuje… ten… jak mu tam...

A, właśnie. Nie trzeba było lecieć po nazwiskach. I tak było wiadomo, o kogo chodzi. Jak mówiłeś wiersz: „Stroi przed lustrem się caryca / własna uroda ją zachwyca” – wiadomo było, kto zacz. Chociaż za sam wierszyk autor się nieco przesiedział w małym (s)pokoju.

A poza tym Partia (była jedna, wiadomo, nie trzeba było jej osobno nazywać) zapewniała… hm… bezpieczeństwo od wszystkich sąsiadów (niezupełne).  I bez powodu nie szlajałeś się za granicą. Paszport do USA dostawałeś po głębokim namyśle, i słusznie.

Z jednej klasy liceum Zamoyskiego wyjechali za granicę wszyscy uczniowie (bodaj bez jednego, kochany chłopak!) A trzeba wiedzieć, że to liceum znajdowało się naprzeciw gmachu ówczesnego Komitetu Centralnego.

To się nie mogło utrzymać. I dziś też nie może.