Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 20 sierpnia. Imieniny: Bernarda, Sabiny, Samuela
przewiń w dół
Data Publikacji: 
10/06/2017 - 13:45

Szarek o filmach (98): Portretowanie realizmu, czyli „Królowa Hiszpanii” Fernando Trueby [ZWIASTUN]


Recenzujemy dla Was film tygodnia – „Królowa Hiszpanii” Fernando Trueby.


Królowa Hiszpanii (2016), reż. Fernando Trueba
Hiszpania 128', dramat, komedia

Recenzja: Fernando Trueba swoją Królową Hiszpanii (La Reina de España, 2016) próbuje obśmiać złotą erę hollywoodzkiego przemysłu filmowego. I należy oddać co cesarskie cesarzowi, a co reżyserskie – reżyserowi, że idąc za przykładem braci Cohen w Ave, Cezar! (Hail, Caesar!, 2016), zabiera się do pracy z godnym sprawy zapałem i animuszem. Jednak to, co w przypadku twórców Fargo (1996) zagrało, czyli balans między szyderą a schlebianiem, „dialogiem” a dialogiem, finalnie – pasją a tanim sentymentalizmem (spoiwo frapującej w swojej oczywistości diagnozy postawionej mechanizmom rządzącym Fabryką Snów), u Trueby kompletnie się nie sprawdza.

Królową Hiszpanii należy traktować jako sympatyczną komedyjkę z ratującą całość rolą Penélope Cruz. Po raz drugi, po Dziewczynie marzeń (La Niña de tus ojos) z 1998 roku, Cruz przychodzi mierzyć się z rolą wyimaginowanej hiszpańskiej aktorki Macareny Granady. Jednak ani uwijająca się jak w ukropie obsada, ani „historia” stojąca za sequelem, czyli to, że w filmie pojawiają się wszyscy główni odtwórcy ról z pierwszej części, tym bardziej autorska sygnatura, a nawet muzyka skomponowana przez samego Zbigniewa Preisnera, która, tak na marginesie, na kilometr zalatuje „szrotem”, nie są w stanie uratować fabuły o niczym.

Niby film cechuje ta sama dynamika, co w nominowanej do Oscara animacji Chico i Rita (Chico & Rita, 2010) teamu Mariscal-Trueba-Errando. Niby sporo się dzieje: mamy quasi-archiwalia i kroniki filmowe, meta-konteksty historyczne wyrażone w nieporadnej, przerysowanej i w ogóle donkiszotowskiej próbie „odmrożenia” stosunków na linii Ameryka-Hiszpania generała Franco, Salem senatora McCarthy'ego i Izabeli I Kastylijskiej w tle, formalną matrioszkę (film przedstawiający film w filmie), a nawet „glimpse” za kulisy blockbusterów lat 50. Właśnie – niby. 

Twórcom Królowej Hiszpanii brakuje skupienia. W sposób całkowicie chaotyczny i nieprzemyślany przeskakują pomiędzy pastiszem a śmiertelną powagą, centralną fabułą a plątaniną wątków pobocznych, daremną próbą politycznego rozliczenia się z przeszłością narodu a retro-fasadowością filmu osadzoną na fundamentach magii złotej ery Hollywoodu. Może w tym szaleństwie jest metoda? A może jak „rzuca” w jednej ze scen grana przez Rosę Sardà Rosa Rosales: „Portretowanie realizmu w Hiszpanii jest całkowicie nierealistyczne”. Clou sprawy? Nie jestem co do tego przekonany.

Ocena: 4/10 (ujdzie)

***

Seanse w kinie SOKÓŁ / Nowy Sącz

9 czerwca g. 19:40; 10 czerwca – 11 czerwca g. 13:30, 20:00; 12 czerwca g. 20:00; 13 czerwca g. 15:40; 14 czerwca – 15 czerwca g. 20:00

Więcej filmów na synekdochanowysacz.blogspot.com, facebook.com/StowarzyszenieDlaMiasta i sadeczanin.info. Szczegółowe informacje na temat repertuaru można znaleźć na kino-sokol.pl.

Bartosz Szarek
Fot.: kadr z filmu

**

Bartosz Szarek (ur. 1 grudnia 1986 w Nowym Sączu) – filolog, tłumacz, publicysta, recenzent i krytyk filmowy, absolwent Wyższej Szkoły Lingwistycznej w Częstochowie na kierunku filologia angielska, specjalność lingwistyka stosowana. Obecnie nauczyciel języka angielskiego w PTZ w Nowym Sączu, redaktor bloga filmowego „Synekdocha, Nowy Sącz”.


Komentarze Facebook