Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 20 sierpnia. Imieniny: Bernarda, Sabiny, Samuela
przewiń w dół
Data Publikacji: 
03/06/2017 - 12:45

Szarek o filmach (97): True Faith, czyli „Nazywam się Cukinia” Claude'a Barrasa [ZWIASTUN]


Nasz film tygodnia to "Nazywam się Cukinia" Claude'a Barrasa. Jeśli wybieracie się do kina, weźcie pod uwagę ten tytuł.


Nazywam się Cukinia (2016), reż. Claude Barras
Francja, Szwajcaria 66', animacja

Recenzja: Nazywam się Cukinia (Ma Vie de Courgette, 2016), przebój zeszłorocznego festiwalu w Cannes, film nominowany do Oscara i Złotych Globów, czterokrotny laureat nagrody Annie – a to zaledwie czubek góry lodowej nominacji i wyróżnień, jakie uzyskał pierwszy pełnometrażowy film animowany Claude'a Barrasa, to sztandarowy przykład umiejętnego wykorzystania techniki animacji poklatkowej. Umiejętnego, bo formalnie najbliższego percepcji wzrokowej i aktywności plastycznej dzieci.

Co znamienne, w przeciwieństwie do hitów zeszłego sezonu: Trolli (Trolls, 2016, M. Mitchell), Vaiany: Skarbu oceanu (Moana, 2016, R.Clements i J. Musker) czy Sekretnego życia zwierzaków domowych (The Secret Life of Pets, 2016, C. Renaud i Y. Cheney), reżyser podąża drogą obraną niegdyś przez samego Adama Eliotta i nie ma zamiaru schlebiać gustom masowego widza, ale poprzez medium słuszne, bo gatunkowo kompatybilne z tym, co reprezentuje sobą fabuła filmu, porusza problem trudnego, bo naznaczonego traumami dzieciństwa.

Porzucony przez ojca, „wychowywany” przez matkę-alkoholiczkę 9-letni Ikar zwany Cukinią, po niespodziewanej śmierci rodzicielki, do której nieumyślnie się przyczynił, trafia do domu dziecka. Placówkę zamieszkują podobne, choć w różny sposób przepracowujące myśli, uczucia, jak również wyobrażenia dotyczące przeżytych traum rówieśnicy chłopca. Początkowe problemy z przystosowaniem się do nowego miejsca, szybko ustępują, kiedy dzielny Cukinia znajduje i zjednuje sobie nowych przyjaciół – z zadziornym Simonem i delikatną Camille na szpicy.

Przejawiający typowe cechy dla tego rodzaju społeczności młodzi bohaterowie filmu Barrasa zostali potraktowani przez niego w pewien sposób karykaturalny: przerośnięte głowy, drobne tułowia, małe czerwone nosy, przydługie, sięgające kolan ręce i wielkie podkrążone oczy z zatopionymi w nich, niczym w bursztynie, smutkiem i tęsknotą, ale i wiarą w odmianę, lub przynajmniej osłodzenie, swojego nieszczęśliwego losu.

Przez sięgnięcie po najbardziej bezpośrednie i sugestywne środki wyrazu reżyser tym dobitniej i właściwiej podkreśla emocje malujące się na twarzach bohaterów, w ich postawie ciała i prostych gestach.

A sposób, w jaki animacja/reżyser ukazuje całe spektrum uczuć i tragizmu, ale również tlącego się gdzieś na końcu tunelu światełka nadziei u pogrążonych w mroku dziecięcych  bohaterów, budzi najwyższy podziw i uznanie. 

Nazywam się Cukinia w sposób wzruszający, ale nie ckliwy, docieka żalu, poczucia straty, ale i strachu jako wypadkowych nieudanego dzieciństwa. Antyteza normalnego, zdrowego wyobrażenia na temat sielankowego, beztroskiego okresu życia, tak dalekiego od problemów dorosłości, u Barrasa pozbawione zostaje jednoznacznie negatywnych emocji.

Matka Cukinii, z jej destrukcyjną energią, jakkolwiek mocno by ona nie oddziaływała na syna, w jego wielkich, przygaszonych oczach była jedyną stałą, na której opierał swoje istnienie.

Z kolei przyjaźń z Simonem, Ahmedem, Jujube, Alice, Béatrice, no i Camille, z których każdy przeżył jakąś bolesną historię, z jednej strony przywołuje u tytułowego bohatera gorzkie reminiscencje straty, z drugiej stanowi swoiste koło ratunkowe o zbawiennej wprost wyporności – w kontekście otwartości na drugiego człowieka, dialogu i poczucia wspólnoty.

To, co działa na niekorzyść nowego filmu Claude'a Barrasa, to metraż - zdecydowanie przykrótki. Nie zmienia to faktu, że Nazywam się Cukinia to płynący prosto z serducha, wzruszający manifest filmowy i zarazem dowód na to, że gatunek animacji (nie cierpię tego określenia), traktowany przez masy z góry jako ten lekki, rozrywkowy i ogólnie rzecz biorąc mało poważny, w sposób brawurowy wykorzystuje swój miażdżący potencjał, by raczyć nas (po)ważnymi tematami. Brawo.   

Ocena: 9/10 (rewelacja)

***

Seanse w kinie SOKÓŁ / Nowy Sącz 2 czerwca - 8 czerwca g. 16:26

Więcej filmów na synekdochanowysacz.blogspot.com, facebook.com/StowarzyszenieDlaMiasta i sadeczanin.info. Szczegółowe informacje na temat repertuaru można znaleźć na kino-sokol.pl.

Bartosz Szarek
Fot.: kadr z filmu

**

Bartosz Szarek (ur. 1 grudnia 1986 w Nowym Sączu) – filolog, tłumacz, publicysta, recenzent i krytyk filmowy, absolwent Wyższej Szkoły Lingwistycznej w Częstochowie na kierunku filologia angielska, specjalność lingwistyka stosowana. Obecnie nauczyciel języka angielskiego w PTZ w Nowym Sączu, redaktor bloga filmowego „Synekdocha, Nowy Sącz”.


Komentarze Facebook