Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 12 grudnia. Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary
przewiń w dół
Data Publikacji: 
30/09/2017 - 11:40

Szarek o filmach (112): Nie reanimować, czyli „Linia życia” Nielsa Ardena Opleva [ZWIASTUN]


Recenzujemy dla Was film tygodnia – „Linię życia” Nielsa Ardena Opleva. Byliśmy. Widzieliśmy. Słabo...


Linia życia (2017), reż. Niels Arden Oplev
USA 108', horror, sci-fi

Recenzja: Coraz więcej we współczesnej kinematografii mainstreamowej wtórności, fabularnych kalek i parafraz, pasożytniczych tworów wykastrowanych z oryginalności, klimatu i sensu, uciekających się do tanich sztuczek i żerowania na sentymencie kinomanów. Remake filmu Joela Schumachera z 1990 roku nie wpisze się bynajmniej w chlubny poczet wyjątków od powyższej reguły. To pozszywane z gatunkowych łat monstrum doktora Frankensteina, obudowane papierowo-stereotypowymi postaciami, powielające najbardziej oklepane motywy i schematy kina grozy, z całą gamą przeinaczeń i kawalkadą obowiązkowych jumpscare'ów.

Sentyment zawarty w tytule oryginału plus epizodyczna rola Kiefera Sutherlanda to dwie najlepsze rzeczy, jakie można powiedzieć o nowej Linii życia (Flatliners, 2017). W poskładanym z tych samych gatunkowych prefabrykatów co seria Oszukać przeznaczenie filmie Nielsa Ardena Opleva śmierć jest wszechobecna, podstępna i perfidna, a jej moce wyzwolone, gdy pewna studentka medycyny o imieniu Courtney (Ellen Page) postanawia spenetrować i „naukowo” udokumentować to, co dzieje się z człowiekiem po przejściu na „drugą stronę”. Z niewielką pomocą przyjaciół i... całej gamy farmaceutyków bohaterka zostaje wprowadzona w stan śmierci klinicznej, a balansujące na granicy życia i śmierci zabawa w boga i igranie z naturą zaczynają szybko przybierać nieoczekiwany, naznaczony paranormalnymi konsekwencjami obrót.

Fakt faktem, istnieją pewne podobieństwa między bohaterami filmu Opleva, a postaciami z pierwowzoru sprzed 27 lat, jednak w przeciwieństwie do oryginalnych Flatlinersów są skrajnie antypatyczni, a ich działania podyktowane głównie egoizmem i próżnością. To, czego doświadczają, będąc po „drugiej stronie”, nie ma większego związku z naukowością, chęcią poszerzenia pola ludzkiej świadomości co do istnienia życia po śmierci. Pragnienie ciągłego naginania granic ludzkiego poznania w przypadku piątki studentów nie stanowi wypełnienia naukowych ambicji, lecz zwykłą ludzką prywatę. W tym całym szaleństwie nie ma metody – jest fasadowa celowość: spokój i wewnętrzne ukojenie, wgląd w siebie, katharsis i przepracowanie przykurzonych z upływem czasu traum i przeszłych przewinień. W przypadku Courtney na sile zaczną przybierać wyrzuty sumienia po śmierci ukochanej siostry, o playboya Jamiego (James Norton) upomną się demony zaniechania względem porzuconej przed laty ciężarnej dziewczyny, a Sophię (Kiersey Clemons) brak zadośćuczynienia za krzywdy wyrządzone koleżance z czasów szkolnych. Z kolei cieniem na sumieniu Marlo (Nina Dobrev) położy się zatajony błąd w sztuce lekarskiej...

Reżyserię Nielsa Ardena Opleva pogrąża w głównej mierze kiepski scenariusz Bena Ripleya, sztampowy i przeładowany gatunkowymi frazesami. Mamy więc w Linii życia niemal wszystko począwszy od upiornych dzieciaków, skrzypiących drzwi i podłóg, przesuwających się w łazienkach zasłonek prysznicowych, kończąc na samoistnie włączających się radiach oraz całej litanii czerstwych dialogów i przewidywalnych jumpscare'ów odhaczanych w iście podręcznikowym porządku. 

Trzeba zaznaczyć, że oryginalnym Flatlinersom również daleko do miana dzieła wybitnego. Jednak w porównaniu z uwspółcześnioną wersją jawią się jako prawdziwe arcydzieło. Schumacher bije Opleva na głowę nie tyle klimatem odpowiadającym swojemu gatunkowi, brudem i gęstniejącą z minuty na minutę atmosferą grozy, co bogatszą i bardziej wyrafinowaną scenografią i emocjonalnością przedstawionych postaci. 

Jeżeli zatem masz zamiar sięgnąć po Flatlinersów, sięgnij po wersję Schumachera. W przeciwnym razie możesz zacząć kopać dwa doły. Pierwszy posłuży do pogrzebania twojego wolnego czasu, drugi – samego filmu.

Ocena: 3/10 (słaby)

***

Seanse w kinie HELIOS / Nowy Sącz

29 września – 4 października g. 10:45, 16:30, 20:45; 5 października g. 10:45, 16:30, 21:15

Szczegółowe informacje na temat pozostałych premier tygodnia, jak również aktualnego repertuaru znajdziecie na stronach internetowych sądeckich kin: kino-sokol.pl, helios.pl, kino.ckkrynica.pl i ldk.limanowa.pl. Natomiast więcej filmów bezwzględnie na synekdochanowysacz.blogspot.com, facebook.com/StowarzyszenieDlaMiasta i sadeczanin.info.

Bartosz Szarek
Fot.: kadr z filmu

**

Bartosz Szarek, rocznik 1986. Z wykształcenia filolog, tłumacz, absolwent Wyższej Szkoły Lingwistycznej w Częstochowie na kierunku filologia angielska, specjalność lingwistyka stosowana. Z zawodu nauczyciel języka angielskiego w Prywatnym Technikum Zawodowym w Nowym Sączu. Po godzinach publicysta, recenzent i krytyk filmowy, korespondent festiwalowy, redaktor bloga „Synekdocha, Nowy Sącz”, współredaktor facebookowego fanpage'a Stowarzyszenia „Dla Miasta” i bloger portalu Sadeczanin.info (cykl „Szarek o filmach”). Od niedawna również autor coczwartkowego cyklu wideo zapowiadającego premiery kinowe tygodnia „Jutro idziemy do kina”. Publikuje w społecznościach blogowych „Stacja Kino” i „Filmy godne polecenia”, serwisie Film.org.pl, agregatorach recenzji filmowych Mediakrytyk i FilmKrytyk, oraz za granicą: brytyjskie MQM (Movie Quotes and More) i IMDb (Internet Movie Database), a działalność publicystyczna nie ogranicza się wyłącznie do tematów filmowych i okołofilmowych. Wspólnie z prezesem Stowarzyszenia „Dla Miasta” Tomaszem Michałowskim wspierają młodych, utalentowanych artystów, których twórczość, poprzez format mediów społecznościowych, prezentowana jest szerszej publiczności.



Komentarze Facebook