Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 17 lipca. Imieniny: Aleksego, Bogdana, Martyny
przewiń w dół
05/05/2015 - 01:02

Martinoff z Londynu: Nie oddawajmy Polski w ręce naiwniaków!

Ostatnio szef tego portalu Henryk Szewczyk wsparł kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę. Wierząc w to, że różne opinie wpływają pozytywnie na debatę publiczną, ośmielę się przestawić wektor debaty w prawo i zaprezentować swoich dwóch kandydatów w wyborach prezydenckich, jako, że sam jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji, którego z kandydatów poprzeć: Mariana Kowalskiego czy Grzegorza Brauna.
Obaj prezentują podobne poglądy, przy czym jeden występuje jako kandydat partii politycznej, a drugi jako osoba niezależna. Zresztą do czasów kampanii prezydenckiej jeden i drugi często korzystali i wspierali się opinią drugiego w ważnych sprawach.

Sam tekst Szewczyka według mnie jest wystarczającym powodem, aby PiS dostał przynajmniej żółtą kartę w najbardziej pisowskim regionie. Wszak dziennikarz pisze: "sądecki PiS to wszystkie patologie PO w skali mikro" oraz "nie wierzę, że „Kaczor” nie wiedział jak Nowak rządzi miastem". I najważniejsze: "Nie podoba mi się zygzakowate stanowisko PiS w kwestii ukraińskiej". Czemu zatem mimo tych argumentów redaktor popiera kandydata PiS? Tego nie wiem. Dla mnie bowiem, to są wystarczające argumenty, żeby kandydata PiS nie poprzeć.

Czym bowiem różni się PiS od PO, skoro PiS powiela te same patologie co PO? Oczywiście, skoro PiS ma mniejsze możliwości, bo nie rządzi krajem, tylko na Sądecczyźnie, to i skala tych patologii jest mniejsza. Ale czy można dopuścić kogoś do rządzenia krajem, jeśli w skali mikro się nie sprawdził?

Jeśli "Kaczor" wie jak rządzi Nowak miastem, to czemu mimo to nadal go popiera? Dla dobra kraju, czy dla interesu partyjnego? Wspomniany w tekście Szewczyka poseł Naimski, kiedyś na zajęciach w WSB, gdy omawialiśmy przyczyny słabej pozycji Polski, tłumaczył nam studentom, że największą bolączką Polski nie jest to, że mamy słabą gospodarkę, czy słabą armię, ale niewłaściwą "selekcja elit". Więc się pytam jaka jest selekcja elit w PiS? Partii, która szykuje się do rządzenia krajem i która przymyka oko na patologie w Nowym Sączu, tylko dlatego, że rządzi ich człowiek, a nie tamtych? Takie stanowisko przypomina raczej amerykańską politykę z czasów zimnej wojny, gdy na pytania dlaczego popierają jakiegoś despotę w Afryce czy Ameryce Południowej, odpowiadali, że wprawdzie wiedzą o jego złych uczynkach, ale przecież „to jest nasz skurw...yn, a nie komunistyczny”.


Kolejną sprawę jaką podniósł Henryk Szewczyk, czyli sprawa ukraińska, wymaga szerszego wyjaśnienia. Z czego bowiem wynika to "zygzakowate" stanowisko PiS w sprawie Ukrainy? Z jednej strony Kaczyński pokazuje się u boku przywódców gloryfikujących UPA, i tłumaczy, że trzeba wspierać niepodległość Ukrainy. A potem widząc, że nie jest to dobrze odbierany przez opinię publiczną w Polsce, zaczyna się z tego tłumaczyć. Jak wytłumaczyć taką "zygzakowatość"? Wiele w tej sprawie wyjaśniają obydwaj lansowani przez mnie kandydaci. Zarówno Kowalski jaki Braun tłumacza to następująco: PiS zarzuca PO, że jest proniemiecką partię, o ile nie wprost nazywa ich '"stronnictwem pruskim". Ale sam PiS nie jest bez grzechu. Braun nazywa obecny stan rzeczy niemiecko-rosyjskim kondominium pod żydowskim panowaniem. Co to oznacza? Że Braun zgadza się z PiS, że nad głową Polski doszło do porozumienia niemiecko- rosyjskiego, ale dokłada, w przeciwieństwie do PiS, że odbyło się to za zgodą amerykańską. Żydzi w jego rozumieniu, to nie tylko mieszkańcy Izraela, ale i też elity wschodniego wybrzeża amerykańskiego.

Miłość PiS-u do Ukrainy nie powinna zatem dziwić. PiS jako "stronnictwo amerykańsko-żydowskie" (bez podtekstów antysemickich) wspiera politykę USA w regionie, nie bacząc na interes narodowy Polski. Dziś już większość komentatorów spraw międzynarodowych twierdzi, że to co dzieje się na Ukrainie jest związane z rozgrywką USA - Rosja, choć na początku były głosy, że to Niemcy chcą wydrzeć Ukrainę Rosji. Niektórzy nawet wiążą to z przygotowaniem do starcia globalnego amerykańsko-chińskiego ( zainteresowanych odsyłam do wykładów Jacka Bartosiaka z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych).

Jaki ma interes Polska, aby angażować się po stronie Ukrainy? Tym bardziej jeśli ta Ukraina ma mieć charakter banderowski? Moim zdaniem i moich kandydatów żaden. Interes zaangażowania Polski na Ukrainie ma tylko USA, aby polskimi rękami, i ewentualnie krwią, zrealizować swoje globalne interesy. Po to imperium amerykańskie ma swoje pionki na globalnej szachownicy, żeby je przestawiać, a w razie czego również poświecić, w imię większej zdobyczy. Ale czy posłuszne wykonywanie woli patronów jest realizowaniem polskiej racji stanu? (bowiem zakładam dobrą wolę PiS, że nie są wprost agenturą amerykańską, ale wierzą, że im bardziej my im pomożemy, tym bardziej nas docenią. Innymi słowy zakładam, że są bardzo naiwnymi politykami).

Jeden z dziennikarzy warszawskich, pro-pisowskich, poszedł w swoich rozważaniach nawet dalej i stwierdził, że każda Ukraina nawet "tęczowa" (homoseksualna) jest lepsza niż putinowska. Pomijając już fakt, czy tak może twierdzić ktoś kto odwołuje się do korzeni chrześcijańskich, to jest to nieprawda i mylnym założenie, co poniżej udowodnię. Otóż długofalowo oczywiście tak jest. Pytanie jest jednak takie, czy rzeczywiście możemy cofnąć Rosję do granic Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, tak żeby Rzeczypospolita wróciła do granic przedrozbiorowych, gdy Smoleńsk był w naszych granicach? Czy świat na to pozwoli i czy imperium amerykańskie jest zainteresowane, aby ich pionek urósł do takich rozmiarów? Odpowiedź wydaje się zbędna.

Szansą dla Polski jest właśnie bardziej agresywna polityka rosyjska. Im bardziej świat będzie się bał Putina, tym bardziej Polska może wyciągnąć i ugrać coś dla siebie. My będziemy światu potrzebni dopóki świat będzie się bał Putina. Jak świat przestanie się bać Putina, to i Polska nie będzie potrzebna. Najgorzej będzie jeśli zachodni świat dogada się z Putinem, czy to właśnie w sprawie Chin czy Państwa Islamskiego. Wtedy Polska może być oddana jako pionek i poświęcona w imię większych interesów strategicznych. I w ogóle nie będzie miało znaczenia, to ile zrobiliśmy wcześniej dla naszych sojuszników, jak bardzo się im podlizywaliśmy i realizowaliśmy ich interesy. Będzie tak jak podczas II wojny światowej. Polscy lotnicy uratowali Anglię, ginęli pod Monte Cassino, a gdy przyszło co do czego, to okazało się, że dobre stosunki z Rosją są ważniejsze i Polska przestała być potrzebna. A nawet trzeba było ją wyeliminować z gry (teoria spiskowa o zabójstwie gen. Sikorskiego, która coraz bardziej nie jest spiskową teorią).

Tym bardziej nie widzę potrzeby pomagać Ukraińcom budować banderowskie państwo, które dla Rosji nigdy żadną zaporą nie będzie. A my wyhodujemy sobie wrogie państwo za miedzą, ponieważ nasze elity nie potrafiły w porę domagać się prawdy w sprawie Rzezi Wołyńskiej. To w interesie amerykańskim jest osłabienie Rosji i pokazanie jej miejsca w szeregu, jako mocarstwo regionalne, gdy Rosja chce pełnić role mocarstwa globalnego. I dlatego w interesie USA jest Ukraina, nawet banderowska i tęczowa, ponieważ takowa nigdy USA nie zagrozi, a popsuje Rosji samopoczucie. A Polsce i owszem zagrozi.

Dlatego według mnie nie warto oddawać Polski w ręce naiwniaków, tylko ludzi, którzy rozumieją międzynarodową grę i nie boją się powiedzieć NIE wielkim tego świata, gdy wymaga tego interes Polski. Tacy, który będą umieli prowadzić rozmowy nawet z USA jak równy z równym, a nie liczyć, że " biały Murzyn" w końcu zasłuży na akt łaski swojego pana. Trzeba umieć rozmawiać tak jak Turcy, czy Arabia Saudyjska potrafią rozmawiać z USA, bo inaczej USA zostawi nas tak, jak zostawili swoich sojuszników w Wietnamie Południowym.

Słuchając wypowiedzi kandydatów na prezydenta mam przekonanie, że takimi osobami bez wątpienia są Marian Kowalski i Grzegorz Braun.
Daruje sobie analizę prezydentury Komorowskiego, bo każdy kto choć trochę śledzi jego działalność może dojść do jedynie słusznego wniosku, że Komorowski jako prezydent nic nie wnosi, a jego kolejne wystąpienia w trakcie kampanii wyborczej pogrążają go samego ( Lublin, Stargard Szczeciński). Do tego dochodzą koszty 475 tysięcy złotych jaką polscy podatnicy płacą dziennie na utrzymanie prezydenta i jego kancelarii.

Martinoff z Londynu

**
„Martinoff” to pseudonim Marcina Kościsza, młodego mieszkańca Biegonic, przebywającego na saksach w Londynie, skąd bacznie śledzi sytuację w rodzinnym mieście i w Warszawie. Bloger publikuje m.in. w portalu Salon24.pl.

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu