Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 17 lipca. Imieniny: Aleksego, Bogdana, Martyny
przewiń w dół
14/10/2014 - 06:14

Komentarz Szewczyka. Za wcześnie na owacje dla Wojnara

Opuszczałem w niedzielny wieczór Miejski Ośrodek Kultury w Nowym Sączu mocno sfrustrowany. Miałem sobie za złe, że dałem się ponieść owczemu pędowi i wraz z innymi biłem brawo na stojąco aktorom, występującym w sztuce „Emigranci” Sławomira Mrożka, wystawionej w ramach trwającego Jesiennego Festiwalu Teatralnego.
Klaskałem, aż przyszło opamiętanie.
„Panie Henku, co ty wyprawiasz, kogo ty oklaskujesz?!” – odezwał się mój wewnętrzny głos i zawstydzony opadłem na krzesło (dostawka), a owacja dla Janusza Michalika oraz Sebastiana Wojnara i drugiego ze skazańców, grającego w przedstawieniu, trwała w najlepsze.

Elita Sącza (biznesmeni, samorządowcy, ludzie kultury) ciągle biła brawo, gdy mi stanęła w oczach depesza PAP z 26 września 2001 roku o deportacji z USA Ryszarda Chowańca i Sebastiana Wojnara ps. Radar. To był wówczas news co się zowie.

Potem przypomniałem sobie dziennikarskie wizyty w sądzie na ciągnącym się półtora roku głównym procesie gangu sądeckiego „Ala Capone”. Na salę sądową wpuszczano przez dwie bramki. Oskarżeni siedzieli w przeszklonej klatce. Przy drzwiach stali zamaskowani antyterroryści z kałaszami.

Od czasów powojennych nie była groźniejszej bandy na Sądecczyźnie. Udowodniono im cztery zabójstwa, a było ich prawdopodobnie więcej. Do dzisiaj nie odnaleziono zwłok kilku osób z sądeckiego i tarnowskiego półświatka, które w tamtym czasie zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziełem ludzi „Ala Capone” było także pięć napadów na plebanie sądeckie, o wymuszeniach haraczy i drobniejszych przestępstwach nie wspominając. Dla swoich ofiar bandyci nie mieli litości, morderstwa starannie planowali, wykopując wcześniej w lesie dół na zwłoki, zalewane następnie kwasem.

Czterech oskarżonych dostało dożywocie (bracia Chowańcowie z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 50. latach) , Sebastian Wojnar - 15 lat, pozostali z osiemnastu oskarżonych - niższe wyroki. Pomimo apelacji żaden sąd nie podważył, co do zasady, wyroków jakie  zapadły w Nowym Sączu.

Kiedy w 2001 roku Wojnar w kajdankach wracał samolotem przez Atlantyk na ojczyzny łono - liczył sobie 28 lat, dziś ma zatem 41. W niedzielę z talentem odegrał rolę intelektualisty w sławnym dramacie Sławomira Mrożka, traktującym o wolności i godności człowieka. Mam szacunek dla jego pracy i zaangażowania, bo nauczyć się na pamięć tak długiego tekstu to nie byle co, nawet w warunkach więziennych, gdzie być może nic lepszego nie miał do roboty.

**
Janusz Michalik, organizator Jesiennego Festiwalu Teatralnego to nie tylko wspaniały aktor i reżyser, jeden z najwybitniejszych Sądeczan naszych czasów, ale też, jak się okazuje, świetny pedagog i wychowawca w jednej osobie, lecz jego niedzielny występ z Wojnarem i tym drugim skazanym (związanym, jak się dowiedziałem, z zorganizowaną przestępczością w Krakowie) poza murami więzienia to było szaleństwo, a nie  pedagogika. Czegoś takiego nawet Mrożek, mistrz absurdu i czarnego humoru by nie wymyślił.

„Jeżeli im tak ufają i uważają, że zostali zresocjalizowani, to dlaczego w niedzielę pod MOK- iem, w uliczce przy pomniku Sowietów stała kabaryna z funkcjonariuszami z długą bronią. Po co ta demonstracja siły, czy nie wystarczyłaby broń krótka, schowana pod marynarką?” – pyta pewien policjant w stanie spoczynku, który w 2000 roku, w ramach spec – grupy, powołanej przez komendanta wojewódzkiego ścigał sprawców napadów na plebanie i był w Przydonicy, gdzie bandytom powinęła się noga i rozpoczął się ich marsz za kratę.

Każdy człowiek póki żyje, nawet największy złoczyńca i zbrodniarz ma prawo do poprawy i nawrócenia, i Sebastian Wojnar też takie prawo ma. Chrześcijaństwo najmocniej głosi tę prawdę, ale też dodaje, że winę trzeba wyznać, wyrazić szczery żal i skruchę, a potem odpokutować. Dopiero wtedy można mówić o przebaczeniu, nigdy - zapomnieniu.

Kara, jaką społeczeństwo wymierza przestępcom, ma również charakter słusznego odwetu i w tej optyce nie mieszczą się estradowe popisy utalentowanych kajdaniarzy, albowiem więzienia są pełne różnorodnych talentów – wiem coś na ten temat - i na tym m.in. polega opresyjność kryminału, że poza mur i kratę talenty skazanych nie mają ujścia. Czyż bowiem istotą kary pozbawienia wolności nie jest brak swobody, także artystycznej?

Zanim zdecydowano się wystawić na Jesiennym Festiwalu Teatralnym w Nowym Sączu sztukę Mrożka w tak oryginalnej obsadzie, to należało wpierw spytać o zdanie rodziny ofiar gangu „Ala Capone” i nieważne, że byli to ludzie z marginesu. A co o tym niebywałym eksperymencie, na który musiała wyrazić zgodę, jak sobie wyobrażam, sama „góra” Służby Więziennej w Warszawie sądzą księża zaatakowani przez bandytów?

Proboszcz Muszyny już nic nam nie powie, bo zmarł niedawno, a jemu bandyci złamali rękę. Coś mógłby na ten temat powiedzieć emerytowany proboszcz Trzetrzewiny, który tylko dlatego przeżył napad, że jeden z bandziorów, a bynajmniej nie był to Sebastian Wojnar ps. Radar, zdjęty litością poluźnił sznur, którym był związany w taki sposób, w jaki swoje ofiary krępuje włoska Camorra.

Henryk Szewczyk

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.



Dziękujemy za przesłanie błędu